Popularne posty

sobota, 28 października 2017

Matki i gówniaki

Witam!





  Jestem matką ale w życiu nie przyszło by mi do głowy aby iść do parku, knajpy, na przystanek autobusowy czy gdziekolwiek w inne miejsce publiczne i wywalać cycka żeby nakarmić dziecko.
                                           Jak to kurwa wygląda, że matka, nie dość, że ubrana jak szmata albo jak ta, co szuka tatusia, dodatkowo wywali obrzydliwy cycek przed innymi. Rozumiem, że facetom taki widok się podoba ale nie potrafię zrozumieć, żeby inne kobiety to akceptowały... chyba, że takie same pojebane.
Niektóre tłumaczą się tym, że nie zdążyły albo za długo były w trasie i dziecko zgłodniało, itd.
Nosz kurwa! Czy tak ciężko jest, wziąć z domu butelkę mleka z wcześniej ściągniętym mlekiem?
To niechluje jebane, lenie patentowane i niedoroby życiowe a nie matki!
Dobra matka, zadba aby wychodząc z domu, dziecko było nakarmione, nie włóczy się chuj wie gdzie
aż dziecko zgłodnieje i ma nawet tylko na wszelki wypadek, butelkę mleka.
W domu natomiast, ma postronne miejsce, gdzie w razie gości, nie musi przed wszystkimi paradować i nie ma na to wymówki, że nie ma miejsca, mieszkanie za ciasne, bo to są wymówki.
Jak nie ma kurwa miejsca, to nie zaprasza się gości do jasnej cholery! Miejsce dla gości jest a na karmienie nie ma miejsca? Kto i kiedy wychował takie pokolenie, czy ich matki nie nauczyły, że w ten sposób, kształtują osobowość swego dziecka i później ono, będzie powtarzało te same błędy a społeczeństwo zacznie staczać się do poziomu rynsztoka?
                                         Gonić takie mamuśki z gówniarami, bo to jest obrzydliwe!

Takie "gadanie" i palenie

Witam!






 Być może a nawet na pewno, zdarzy się niejednokrotnie, że napiszę dwa i trzy artykuły w ciągu dnia, bo mam chęć, wygadania się przed kimś a Blog, najlepiej do tego służy. Też tak macie? To fajnie, bo w kupie raźniej a kupy nikt nie ruszy. :)
                                           Otóż, poruszyła mnie pewna kwestia. Mam taką jedną znajomą a ona syna. Syn jej mnie lubi jako fajną babkę z którą można pogadać. A więc jak pogadać, to fajką poczęstuję, gdy tak sobie gadamy, bo w końcu, traktuję Go jak kumpla i co mnie obchodzi, że On dopiero w tym roku kończy 18 lat?
Ale żebym czuła się uczciwie, powiedziałam tej znajomej, że jak był pogadać, to częstowałąm Go fajkami a Ona na to, że nie życzy sobie abym więcej tak robiła.
Nie rozumiem tego. Ona wie, że On pali, wszyscy wiedzą, że On pali, to lepiej jak będzie sterczał gdzieś z kumplami na ulicy i jarał jak komin jeden za drugim, czy może lepiej jest, gdy usiądzie u mnie w domu, zapali ze trzy fajki i pójdzie zadowolony a ludzie mniej na językach będą mieli?
Chciałam być uczciwa, to wylano na mnie kubeł zimnej wody, wiecie... taka zapłata za uczciwość.
Więcej Go papierosem nie poczęstuję, z Nią nadal jestem w dobrej komitywie ale komuś musiałam o tym "powiedzieć", w sensie napisać.
                                         Jak Wy byście się zachowali, mówilibyście po to aby ktoś wylał na Was kubeł zimnej wody, czy zachowalibyście to dla siebie, gdzie prawdopodobnie, Syn sam by Jej o tym powiedział i wyszłabym na tę najgorszą? No i kwestia tego, że traktuję Go jak kumpla bo rocznikowo, do Niego mi bliżej, niż do Jego Matki.

Coś z tą religią i polityką nie tak?

Witajcie!

                                  Na wstępie, chciałabym podziękować za liczne odwiedziny mego Bloga.
Mam, dzięki Wam, Czytelnikom, świadomość, że piszę w słusznej sprawie, czyli to, z czym każdy
boryka się każdego dnia... no może niekoniecznie każdego dnia. :)







                                     Zapewne większość z Was, pisze komentarze w artykułach religijnych czy politycznych a ja sobie je czytam. Nie ma w tym nic złego lecz jak widzę ciągłe przepychanki, wyzwiska, obrażanie uczuć religijnych czy udowadnianie na siłę, kto ma rację i czyja partia jest lepsza, to aż niedobrze się robi.
W kraju, w którym większość to katolicy, miłujący Boga i bliźniego, dają taki komentarz: "A żebyś zdechł jebany zielonoświątkowcu" albo, "PiS jest pojebany i wykańcza ludzi", "Co Ty pierdolisz pedale, gdyby nie PO, to nie byłoby na dzieci dodatku" i różne, różniaste tego typu komentarze, rozbrajają do takiego stopnia, że ręce i nogi opadają, bo to jest ta miłość do bliźniego? No chyba tak, bo jak inaczej można to zrozumieć?
                                 Otóż, chyba zrozumiałam i doszłam do takich wniosków: Każdy kocha bliźniego ale jak to jest jego odbicie w lustrze i każdy szanuje poglądy religijne i polityczne o ile tyczą się jego religii i Rządu, którego popiera, bo reszta, to pomyje Szatana. A więc wszystko dobre, co nasze a co nie nasze, to wstrętne i tak obrzucają się wszystkim, co najgorsze, w imię miłości do... swoich poglądów i własnego czubka nosa.

Pielgrzymki i reklamy

Temat przenoszę z mego drugiego Bloga, który był pod tym adresem: https://perfidna.blogspot.com/



Witajcie!

                                        Wkurzyłam się dziś od rana, bo wracając ze spaceru, zajrzałam do skrzynki na listy i cała zawartość wysypała się na podłogę. Zaczęłam zbierać i przy okazji oglądając po kolei każdą zawartość.







Jako pierwsza, wpadła mi w ręce reklama z zachęcaniem do odwiedzin okulisty. Dziękuję, nie potrzebuję. Następne to trzy katalogi z ciuchami i także za to dziękuję, bo jak czegoś potrzebuję, to sama znajdę. Kolejną reklamą, była ulotka związana z wstawianiem METODĄ PERFEKCYJNĄ drzwi. Pomyślałam tylko, że czego to dziś nie wymyślą, bo oczywiście, dałam się złapać na reklamę, gdyż sam fakt, że zastanowiłam się, co to za METODA PERFEKCYJNA... to znaczy, że moje drzwi, są wstawione nie perfekcyjnie? Ot i mam zagawostkę. Potem znalazłam w tym całym bajzlu, reklamę lakierów do paznokci i to zaadresowaną, bezpośrednio pod mój adres, nosz kurwa! Kto dał im adres, skoro ja nigdy, nic, takiego nie zamawiałam? I skąd wiedzą, że tu akurat mieszka kobieta? A pod spodem, przyklejona niechcący wiadomość z administracji o podniesionych opłatach za wywóz śmieci. No tak, żeby nie jebane lakiery do paznokci, to pewnie nawet bym nie zauważyła tej informacji. Pozbierałam jeszcze chyba z dwadzieścia sztuk różnych reklam z marketów i innych dupereli ale punktem kulminacyjnym, była reklama pielgrzymki do Lichenia. Od dawien, dawna, uważam, że tylko idioci dają się na to nabrać, że pielgrzymki uzdrawiają a ludzie jak pajace, idą na kolanach na tych pielgrzymkach, padają na nos aby tylko dotrzeć do celu. Przed oczyma mam wtedy obraz, jak ludzie za Szatanem, podążają jak stado ogłupiałych baranów. Ale to wszystko jeszcze nic! Pomyślałam sobie, że zrobię numer i zadzwonię do tych, co tę pielgrzymkę organizowali, no bo niby to pielgrzymka ale jakimś cudem- LICZBA MIEJSC OGRANICZONA. Dzwonię i się pytam: "Dzień dobry, jestem zainteresowana pielgrzymką do Lichenia, czy są jeszcze wolne miejsca?" Co otrzymałam w odpowiedzi, zszokowało mnie do końca. "Tak, są jeszcze wolne miejsca ale trzeba się spieszyć, bo to już ostatnie miejsca i termin nagli". Ok, pomyślałam sobie, że dalej będę w to brnęła, bo interesowało mnie tylko to, co to za miejsca a więc kontynuowałam rozmowę: "W takim razie, jakie wymogi mam spełniać, jeśli chciałabym otrzymać jedno wolne miejsce?" Odpowiedź: "Wystarczy, że wyśle Pani na nasze konto 200 zł a po zatwierdzeniu wpłaty przez naszą organizację, otrzyma Pani informację, że otrzymała wolne miejsce w najbliższym z możliwych terminów."  I wszystko zrobiło się jasne!
Wpłacić ale komu, kto da potwierdzenie, co to za oszuści? Jakim prawem i za co, pobierają pieniądze, skoro pielgrzymka jest zawsze nieograniczona miejscowo, bo można nawet wyjść z domu i dołączyć do pielgrzymki. Po jeszcze chwili rozmowy, dowiedziałam się wszystkiego. I oczywiście o tym, nie ma ani słowa w ulotce! Te 200 zł, to opłata za to, że za DARMO i bez kolejki, napełnią butelki wodą z jakiegoś źródełka, bo inaczej, ponoć straciłabym cały dzień stania w kolejce.
                                      Nie dajcie się zwariować z pielgrzymkami i reklamami. Przepuszczam, że jak nie miałabym tylu zbędnych reklam w swojej skrzynce, to pewnie nawet przy jednej czy dwóch sztukach, nie zwróciłabym na tę pielgrzymkę uwagi i nie zawracałabym sobie tym głowy a tak właśnie, przez przytłoczenie masą zbędnego papieru i zmarnowanych, ściętych drzew, dopuściłam do tego, że nawet do nich zadzwoniłam... ciekawe ile zapłaciłam za rozmowę?

Ciecierzyca i brukselka a'la hogan- zupa krem

 Ciecierzyca i brukselka- zupa krem od hogan.

Warzywa mało doceniane. :)

Ciecierzyca, to roślina strączkowa o bogatych właściwościach.



Wegetarianie i weganie, często używają tej rośliny w swoich daniach, bo ze względu na jej
zawartość, jest świetnym zamiennikiem mięsa. Obniża także ciśnienie krwi i poziom cholesterolu.
W 100 g ugotowanej ciecierzycy jest aż 8,86 g białka a więc warto o niej pamiętać gdy przygotowujemy posiłki.

Brukselka, mimo miniaturowych rozmiarów, bije na głowę swoją rywalkę- kapustę.



Zawiera bardzo dużo właściwości odżywczych i zdrowotnych. Wzmaga płodność i jest antynowotworowa. Działa wspomagająco na ciśnienie krwi, jak też przez bardzo dużą zawartość potasu i sodu, zapobiega zawałom serca.

To tylko kropla w morzu o właściwościach w/w warzyw ale mam zająć się moją zupą a więc więcej
informacji możecie znaleźć w internecie.

Moją zupę, możemy zrobić z mięsem lub bez mięsa a więc tym bardziej, nadaje się, jako danie dla wegetarian i wegan.
Nie podaję ilości warzyw, bo każdy może użyć tyle, ile uzna za stosowne.

PRZEPIS
na: 
Ciecierzyca i brukselka- zupa krem od hogan.

Składniki:

- mięso żeberka
- ciecierzyca(użyłam z puszki w sosie własnym ale można użyć też surowej, którą należy ugotować wcześniej)
- brukselka
- ziemniaki
- marchew
- korzeń i natka pietruszki
- por
- szczypiorek świeży
- seler
- warzywko( używając tej przyprawy, nie potrzebujemy soli, pieprzu i innych dodatków)
- śmietana

Warzywa, które nie znalazły się w mojej zupie a które także możemy dodać:

- fasolka szparagowa
- kalarepka
- brokuł
- kalafior
- cebula(nie polecam, bo dodajemy całego pora i szczypiorek)
- inne puszkowe, np.: czerwona fasola, groszek zielony, kukurydza, itd.

Podaję przepis z mięsem. Jak ktoś chce zrobić bez mięsa, wystarczy, że pominie etap związany z mięsem.

Przygotowanie:

Do wrzącej wody wkładamy wcześniej umyte i pokrojone, kawałki żeberek i wsypujemy około 2 łyżki stołowe przyprawy warzywko.
Po ugotowaniu się mięsa, wyjmujemy je i na wywar mięsny, wrzucamy umyte, obrane i pokrojone w kawałki marchew, seler, korzeń pietruszki i pora. Jak warzywa będą miękkie, dodajemy razem ziemniaki, ciecierzycę i brukselkę. 







Jak ziemniaki będą miękkie, dodajemy śmietanę wymieszaną z kilkoma łyżkami gorącej zupy i pokrojony drobno szczypiorek.
Doprowadzamy do wrzenia i wsypujemy pokrojoną natkę pietruszki. Zupa jest już gotowa i dzięki ciecierzycy, ma wspaniałą konsystencję kremową.



 
Jak ktoś lubi, możemy dodać grzanki.
 
Przepis na moje grzanki, które nie były użyte w tym przepisie:
Pieczywo kroimy na małe kwadraciki, obtaczamy w roztopionym maśle, dodajemy własne suszone zioła według upodobań i znów mieszamy. Wykładamy na papierze do pieczenia, na blaszce i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do chwili zarumienienia.

Smacznego! :)

 



środa, 21 czerwca 2017

Gulasz hogan z soczewicą

         Mój gulasz na boczku wędzonym z soczewicą




Składniki:


  • - Pół kg boczku wędzonego
  • - Dwie czerwone papryki
  • - Około pół kg soczewicy zielonej(może być i czerwona)
  • - sól, pieprz i inne przyprawy wedle podniebienia
  • - Pół kg pieczarek surowych
  • - 4 duże pomidory
  • - Można dodać też cebulę, ja nie dodałam


Boczek wrzucamy do garnka z wodą i gotujemy. Po ugotowaniu, wyciągamy i kroimy na kawałki.
Do wody po boczku, wrzucamy, obrane ze skórki pieczarki, obrane ze skórki pomidory i pokrojoną w paski paprykę.
Wszystko gotujemy(nie podsmażamy, to o wiele zdrowsze). Doprawiamy solą i pieprzem. Jak warzywa się ugotują, to
dodajemy pokrojony boczek i wcześniej odgotowaną w solonej wodzie, soczewicę. Jeszcze chwilę gotujemy, mieszając
od czasu do czasu, bo może zacząć się przepalać. Jak zrobi się za gęste, dodajmy wody, tyle ile trzeba.

Nakładamy na talerz i podajemy z chlebem, smacznego! 

wtorek, 20 czerwca 2017

Soczewiaki- bułeczki z soczewicą

                       
 Witajcie Blogerzy i Czytelnicy mego Bloga!


   Z soczewiakami, zetknęłam się pierwszy raz na Suwalszczyźnie u    moich znajomych.
Przyrządzała je starsza kobieta, już nieżyjąca i tak mi posmakowały, że co odwiedziny, specjalnie mi je robiła. 
Poznałam wiele przepisów ale możecie mi wierzyć, w większości to jakieś podróby, robione chyba na pokaz aby błysnąć czymś nowym, bo prawdziwe soczewiaki, po pierwsze są pieczone a po drugie, nie dodaje się cebuli
czy marchwi i innych składników.
Widziałam soczewiaki, które do farszu, miały dodane marchewkę albo cebulę albo nawet dynię, o zgrozo! 
Z boczkiem w farszu albo z podsmażanym boczkiem i cebulą. Nawet robione z mąki, zamiast z ziemniaków.

Smażone na patelni lub panierowane. Naprawdę, powstało bardzo dużo przepisów ale żaden nie dorówna do tradycyjnych, litewskich soczewiaków
(Nie polskich i nie sejneńskich, bo z tym też się zetknęłam. To tylko chęć, przypisania sobie ich własności).
Tradycyjne, litewskie soczewiaki, to danie jakich wiele dla ludzi z dawnych lat, z uboższych domów.
Takie dania jednak, są najsmaczniejsze i cieszą się dużą popularnością, nawet u najbardziej wybrednych podniebieniach.

Dziś podam Wam przepis, na prawdziwe soczewiaki!


Składniki na ciasto:
  • - 3- 5 g drożdży świeżych
  • - 2 łyżki śmietany kwaśnej
  • - łyżka cukru
  • - około pół kg mąki(obojętnie jakiej ale nie ziemniaczanej)
  • - 2- 3 jajka(w zależności od wielkości)
  • - odrobina soli
  • - 1- 2 kg ziemniaków
Farsz:
  • - soczewica zielona
  • - sól
  • - pieprz czarny mielony

Dodatkowo: Olej i papier do pieczenia

Z tych produktów, wyjdzie około 50 bułeczek. Jak chcemy mniej zrobić, to zmniejszamy ilości produktów o połowę.

Ziemniaki obrane gotujemy w osolonej wodzie, studzimy i mielimy w maszynce do mielenia.
Drożdże, mieszamy z łyżką cukru, śmietaną i dwoma łyżkami mąki i odstawiamy do wyrośnięcia.
Jak drożdże wyrosną, wszystkie składniki łączymy, czyli mąkę, drożdże, jajka, sól i ziemniaki i wyrabiamy ciasto.





Ciasto nie może przylegać do blatu i rąk ale też nie może być za sztywne a więc moja rada aby ciasto szybko wyrabiać i szybko formować z niego bułeczki.
Uformowane bułeczki i ułożone na blaszce, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na około pół godziny do wyrośnięcia.


Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie i nie płuczemy. Soczewica nie potrzebuje płukania, tak jak groch czy fasola.
Bardzo szybko się gotuje a więc gdy się już ugotuje, studzimy ją i wrzucamy na durszlak w celu pozbycia się nadmiaru wody. 




Ciasto wałkujemy na grubsze placki i kroimy na kawałki, powiedzmy, około 5x 5 cm lub trochę większe(wedle upodobań)
Na tak przygotowane kawałki ciasta, kładziemy po łyżce farszu i zlepiamy., Układamy na blaszce z odstępami.
Blaszkę uprzednio, wpierw wyścielamy papierem do pieczenia a na papier polewamy olejem(możemy użyć też smalcu, który kładziemy w maleńkich kawałeczkach na całą blachę).
Wstawiamy do piekarnika mocno nagrzanego na około 15 minut. Uwaga! U mnie były gotowe po 10 minutach!
Wystarczy, że są zarumienione, bo wszystkie produkty i tak wcześniej były ugotowane.



Można też przed pieczeniem, wszystkie bułeczki, posmarować samym żółtkiem, ja czasem smaruję a czasem nie.
Po posmarowaniu, mają bardziej estetyczny wygląd, są żółtsze. W tym przepisie, nie smarowałam.


I to wszystko, życzę smacznego!